25.09.2016

Jak wspinać się z dzieckiem

Patrząc na wspinanie przez pryzmat rankingu przejść skalnych, moje wspinanie może wyglądać dosyć sielankowo. Jednak jak naprawdę wygląda wspinanie z dwójką małych dzieci?  Jak pogodzić obowiązki pełnoetatowej mamy z półprofesjonalnym uprawianiem wspinaczki?

Jestem matką bardzo aktywnego czterolatka i rocznej dziewczynki, która właśnie rozpoczyna swoją przygodę z chodzeniem. Mimo, że moje doświadczenie w kwestii wakacyjnych wyjazdów czteroosobowej rodziny nie jest jeszcze zbyt duże, to nasz ostatni rodzinny wyjazd wspinaczkowy zainspirował mnie do napisania kilku słów w temacie: ,,jak wspinać się z dziećmi”. Zaobserwowałam znaczące różnice między obecnymi wyjazdami, a tymi z epoki „bez dzieci” i chętnie podzielę się kilkoma radami z tymi, którzy po raz pierwszy planują wypad w skały ze swoimi pociechami.

Na początek: dojazd do celu

Podróżując z dzieckiem trzeba mieć na uwadze, że zaplanowany czas dojazdu może ulec ,,znacznemu” wydłużeniu, a dodatkowo często bywa ,,umilany” rykiem, krzykiem i milionem pytań: kiedy dojedziemy?!  Wybierając lokację docelową, warto rozważyć te rejony, które znajdują się najbliżej miejsca zamieszkania. Odkąd na świecie pojawił się nasz pierworodny, w wakacje najczęściej odwiedzamy Frankenjurę – rejon, w który możemy dotrzeć w ciągu jednego dnia. W rejony położone znacznie dalej wybieramy się samolotem lub w ogóle. Dodatkowo planujemy krótsze wakacje niż kiedyś (maksymalnie dwa tygodnie), bo mając niewiele urlopu w pracy, chętniej wybieramy się na kilka krótszych wyjazdów w ciągu roku.

Drugi punkt planowania wyjazdu: nocleg

Dla większej wygody dzieci i zminimalizowania swojego zmęczenia wybieramy kwatery (prywatne apartamenty lub pensjonaty) zamiast namiotu, który kiedyś był naszym nieodłącznym ,,wakacyjnym domem”. Ułatwiamy sobie w ten sposób gotowanie, usypianie i zabawę z dziećmi w razie deszczu. A może po prostu staliśmy się wygodni? Spanie pod namiotem na pewno może być wielką frajdą dla dzieci i ciągle mamy go w planach, jak tylko zaczniemy przesypiać całe noce. W trakcie wyjazdu na Sycylię świetnie sprawdziły się domki kempingowe, które zapewniły wystarczającą wygodę, zaś sam kemp zapewnił idealny, swobodny i bezpieczny teren do zabawy dla dzieci. Na najbliższy wyjazd również wybieramy tą opcję zakwaterowania.

Spanie pod namiotem to dla dzieci wspaniała atrakcja. Dla rodziców również... o ile ich pociechy są na tyle duże, że przesypiają całą noc (fot. Columbia)

Spanie pod namiotem to dla dzieci wspaniała atrakcja. Dla rodziców również… o ile ich pociechy są na tyle duże, że przesypiają całą noc (fot. Columbia)

Kolejny ważny etap: skałki

Kiedy w końcu przychodzi czas wyjścia pod skałę, pierwszym pytaniem, które wtedy pada jest: czy da się pod skałką przebywać z dziećmi? Zamiast wybierać najdłuższe, najbardziej przewieszone i urzeźbione sektory, wertujemy przewodnik w poszukiwaniu znaku „zielonego wózka”, co oznacza, że pod skałką będzie tzw. „plaża” z dziećmi. Dopiero potem zastanawiamy się, po czym będziemy się wspinać. Przewodnik po Franken zdaje pod tym względem egzamin na szóstkę. Oprócz Franken sprawdziliśmy z dziećmi także San Vito lo Capo na Sycylii [artykuł już wkrótce- przyp. redakcji], Olianę w Hiszpanii czy Kalymnos w Grecji. Do każdego z tych rejonów dolecieć można samolotem bezpośrednio z Krakowa. Na kolejny, jesienny wyjazd planujemy wizytę w Hiszpanii w rejonach koło Lleidy.

Gdy sektor już wybrany: pora na pakowanie

Na tym etapie potrzebujemy znacznie więcej czasu niż kiedyś, a po jego zakończeniu wyglądamy jak dwa wielbłądy. Oprócz sprzętu wspinaczkowego nie można zapomnieć o wszystkich rzeczach dla dzieci. Na ostatnim wyjeździe ja nosiłam córkę w nosidełku wypakowanym do granic możliwości. Z kolei mój mąż dźwigał siedemdziesięciolitrowy plecak ze sprzętem i wszystkim tym, czego ja nie zmieściłam w nosidle córki. Gdy raz przyszło mi do głowy, żeby się z nim zamienić, okazało się, że nie jestem nawet w stanie podnieść jego plecaka. Po kilku dniach doszliśmy do wniosku, że podchodzenie ze sprzętem pod skałę może być bardziej męczące niż samo wspinanie. Dlatego też, wybieraliśmy najczęściej sektory oddalone od parkingu maksymalnie o 15 minut.

Tata w akcji! Nikt nie mówił, że będzie lekko (fot. autorka)

Tata w akcji! Nikt nie mówił, że będzie lekko (fot. autorka)

Pod skałą:  łączenie wspinania z opieką nad dziećmi

Kiedyś czas między wspinkami przeznaczony był na odpoczynek i regenerację. Obecnie możemy zapomnieć o takich luksusach. Mamy za to mnóstwo innych atrakcji. Zaczynając od noszenia dzieci na rękach, poprzez bujanie w hamaku, granie w piłkę, a kończąc na wymyślaniu gier i opowiadaniu bajek, które mogłyby, choć przez chwilę zatrzymać nasze dzieci w miejscu. Na Karolcię na razie jednak najlepiej działa chodzenie z nią za rękę do upadłego, a następnie włożenie jej do nosidełka i dalsze chodzenie w celu jej uśpienia. Podsumowując, odpoczynek między wstawkami już nie istnieje. Za to mój mąż znalazł jeden pozytywny tego aspekt: jesteśmy w ciągłym ruchu, a więc ciągle rozgrzani!

Najmłodsze pokolenie w akcji (fot. autorka)

Najmłodsze pokolenie w akcji (fot. autorka)

Po wspinaniu: restowanie z dziećmi

Rest był dla mnie zawsze mocno wyczekiwanym momentem wyjazdu wspinaczkowego. Gdy z obolałymi mięśniami, po dwóch dniach intensywnego wspinania, można w końcu z czystym sumieniem po prostu nic nie robić. Oczywiście na wyjeździe z dziećmi nie istnieje „nicnierobienie”. Najchętniej w taki dzień wyspałabym się do bólu, po czym przez cały ranek sączyłabym powoli kawę. Następnie gdzieś pod drzewem czytałabym książkę, by po zjedzeniu dobrej kolacji napić się winka i pogadać z przyjaciółmi. Z dwójką dzieci niewiele z powyższej listy jest naszym udziałem. Oczywiście piję rano kawę, bo po nieprzespanej nocy i dwóch dniach wspinania nie otworzyłabym bez niej oczu. Ciężko jednak w spokoju dopić jedną filiżankę. Podczas ostatnich wakacji córka serwowała mi pobudki w nocy co dwie godziny, co z próbami intensywnego wspinania doprowadziło mnie po tygodniu do totalnego wyczerpania. Skończyło się na dwóch dniach resta, a w następnym tygodniu na zmianie cyklu wspinaczkowego na „jeden na jeden” (jeden dzień wspinania, jeden dzień odpoczynku).

Wyjazd w skały może być dla dzieci nie lada atrakcją (fot. Salewa)

Wyjazd w skały może być dla dzieci nie lada atrakcją (fot. Salewa)

Aby zmęczyć trochę nasze dzieci i zrobić coś, co im by się podobało, dni restowe spędzamy na basenach, wycieczkach i placach zabaw oraz w ZOO. Ciężko nazwać to odpoczynkiem, bo potrafią zmęczyć bardziej niż dni wspinaczkowe, ale czego nie robi się dla dzieci.

O czytaniu książek możemy jedynie pomarzyć. No chyba, że dzieci wcześniej zasną, ale wtedy i tak najczęściej zasypiam razem z nimi, więc również wieczorne picie wina mnie omija. Rozmowy towarzyskie udaje się prowadzić wtedy, kiedy dzieci szaleją na placu zabaw lub oglądają bajkę.

Na koniec: lekko zmęczeni ale szczęśliwi

Na razie jestem na etapie, że z dziećmi po prostu nie da się odpocząć… Całe szczęście, że da się z nimi wspinać. Oczywiście na tyle na ile pozwolą nam ich humory i zmęczenie. Chyba, że nie straszne nam marudzenie i ciągłe pytania: „Kiedy stąd pójdziemy?!” Ważnymi umiejętnościami, które ciągle nabywamy są umiejętności negocjacji i próby łapania równowagi między ,,napalonym wspinaczem” siedzącym w nas, a wyrozumiałym i cierpliwym rodzicem. Staramy się zapewnić dzieciom na tyle atrakcji, żeby nie znienawidziły wyjazdów z nami, a jednocześnie umożliwić sobie jakiekolwiek spokojne wspinanie. Gdy to zaczyna nas przerastać, najprostszym rozwiązaniem jest podział dni na pół lub podział na zasadzie ,,co drugi dzień”, gdy jedno z nas się wspina, drugie spędza czas z dziećmi poza skałami. W tych wolnych chwilach udaje się odsapnąć, przez krótki czas skupić tylko na wspinaniu i docenić, że zamiast ganiać pod skałką można na chwilę zasiąść między wstawkami i ODPOCZĄĆ!

Rodzina w komplecie (fot. autorka)

Rodzina w komplecie (fot. autorka)

Po takim wyjeździe na pewno nie wracamy zregenerowani i w pełni sił, ale za to szczęśliwi, że udało nam się przeżyć bez rodzinnych kryzysów. Jesteśmy z siebie dumni, że kolejny raz udało nam się połączyć naszą pasję z byciem rodzicem. Satysfakcja z osiągniętych sukcesów jest jeszcze większa, bo i wysiłek w nie włożony jest proporcjonalnie większy. Możemy mieć tylko nadzieję, że z każdym rokiem będzie łatwiej (a może nie?).

Post scriptum

Ten tekst pisałam z przymrużeniem oka i nie chciałam straszyć przyszłych wspinaczkowych rodziców czekającymi ich wyzwaniami. I tak nie zamienilibyśmy wspólnych rodzinnych wyjazdów na nic innego! No chyba, że na krótki wspinaczkowy wyjazd tylko we dwoje…

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.